Mieszkamy bardzo blisko dwujezdniowej drogi, każda co najmniej trzy pasy, no jakby nie liczyć - w sumie co najmniej sześć. Wychodzę wyrzucić śmieci (a bo akurat reorganizację w pokoju biurowym robiłem, tak wyszło), a tu zapytanie idzie do mnie czy pojedziemy do sklepu kupić piłkę.
no jak, k.. piłkę, w ogrodzie, w pokojach wszędzie piłki.
a no bo wykopaliśmy piłkę i ona jest na drodze (na tej sześciopasmówce), na trawie oddzielającym jezdnie. wychyliłem się, patrzę - no jest..
dobra, mówię - chłopaki, przyniosę Wam tę piłkę.
technicznie nie będę się spuszczać jak się pi taką piłkę idzie. no.. ostrożnie, ale zwinnie. ogarnałem.
wracam, dzieciaki wszystkie z oczami kota szreka - no bohater we własnym domu, chciałoby się krzyczeć.
ooo, czyli się da po nią pójść
słyszę..
następnym razem sami po nią pójdziemy
no i ch.. czar prysł.